Karolina Misiewicz
Ostatnia wigilja 1862 r.
Rynek głogowski to miniatura krakowskiego. Pod nr 18 stoi dom duży o 6 pokojach. Drzwi do frontowego pokoju z lewej strony blaszane, sklepiony okienice blaszane. W tym pokoju urządziła śp Babcia1 moja sklep korzenny zaopatrzony w najlepsze towary, owoce południowe, wino węgierskie, miód staropolski, wędliny, sery wyborne, ciasta, pierniki, czekolady, cukierki. Był to słynny sklep na całą okolicę, urządzony estetycznie bo śp Babcia to estetka. Urządzając sklep myślała równocześnie o ośrodku zdrowia, gdyż lekarzy było bardzo mało w okolicy, a żadnych środków lokomocji.
W tym czasie w Głogowie stało wojsko niemieckie i węgierskie, oficerowie stołowali się u śp Babci. Ponieważ Babcia i Mama2 władały biegle językiem niemieckim (kształciły się u SS Urszulanek) więc Babcia prowadziła często rozmowy z wojskowymi lekarzami, robiła sobie zapiski i leczyła biednych ludzi a rok ten obfitował w zapotrzebowanie pomocy lekarskiej. Ludzie niewiele mogli korzystać z porady lekarskiej gdyż nie mogli się porozumieć nie znając języka niemieckiego. Babcia im pomagała.
Pamięć o śp. Babci mojej żyje jeszcze w starszem pokoleniu, z którego jeszcze parę osób może żyje. Pamiętam będąc raz na cmentarzu w Głogowie, przystępuje do mnie starsza kobieta i mówi: pani może nie wie, że śp.Babcia pani uratowała mi życie, jaka to była mądra zacna i dobra osoba.
Wszystko co robiła było zawsze celowe z myślą o tych biednych powstańcach w lesie głodnych obdartych, bosych. Zgromadziła koło siebie młode dziewczeta, zaprawiała do pracy patriotycznej. Musiały prowadzić dziennik{?} pamiętać o ich potrzebach, nosić żywność łatać ubrania itd.
Jedna z piwnic w tym domu miała specjalne przeznaczenie stały tam zawsze szafy z najlepszem winem, a kluczyk do niej był zawsze u Babci. W kącie tej piwnicy była mała studzienka "schron" w razie niebezpieczeństwa tam się chronili a zwykle stały beczułki z ogórkami.
Dzisiaj Wigilia, ruch w domu, Babcia urządza przyjęcie, zaprosiła swoich stołowników i swoich "krewnych"z lasu. Babcia wydaje dyspozycje: nakryjcie stół, pod obrus dajcie ładnego, drobnego siana na środku postawić choinkę suto oświetloną. Ogromna strucla masą migdałową nadziewana, istne arcydzieło cukiernicze koło niej z jednej strony całe stosy pierników, z drugiej strony przepyszny serowiec, placki z makiem, różne ciastka owoce i orzechy, wina i likiery.Goście się schodzą ludzi moc, ale to wszystko " krewni bliżsi i dalsi" z lasu. Babcia usadziła gości przy stołach.Na honorowym miejscu ks. Proboszcz3, bo w dawnej Polsce szanowali Duchowieństwo. Przybiega Dziewczyna i coś szepce do Babci, która jej mówi:weź najpiękniejsze nakrycia i ten okrągły specjalny stolik nakryj i wsadź{?} do studzienki w piwnicy. Dziewczyna zafrasowana mówi: a co będzie gdy ich woda zaleje, jak to już raz było? Nie bój się dzisiaj "Święta noc" a Panienka z Jasnej Góry ochroni ich. Tam się zawsze świeci dzień i noc.
Gdy się już wszyscy zgromadzili Ks. Proboszcz odmawia modlitwę razem z wszystkiemi łamią się opłatkiem ze łzami w oczach a potem zajadają 12 potraw tradycyjnych i wszystkie specjały. Babcia zwraca się do dziewczyny sprowadź najlepszych kolędników poczęstunek dla nich przygotowany. Wsród gości radość, kolędują wszyscy. Zbliża się północ. Babcia zabiera wszystkich, z kolędnikami idą do kościoła na "Pasterkę".
10/12/1956
Pamięci śp Babci Karoliny Lewartowskiej -Osiniak wdzięczna wnuczka Karolina M.{isiewicz}
PS. Ponieważ moi Rodzice mieszkali u Babci więc mój ukochany Ojciec4 przeżywał to wszystko i opowiadał mi wszystko szczegółowo, a ja sobie notowałam.
Gdy Babcia była już chora prosiła Ojca by mnie przyniósł do Niej, maleńkie niemowle. Cieszyła się bardzo, błogosławiła mnie mówiąc: to moja imienniczka i następczyni a mój najdroższy Ojciec, który Ją kochał jak rodzoną matkę powtarzał mi często: chciałbym abyś Ty taką była.
1. Mowa o Karolinie Osiniak z domu Lewartowskiej urodzonej w 1816 r.a zmarłej 5.06.1869, żonie Jana Osiniaka a córce Jana Lewartowskiego fundatora kaplicy "Na Piasku".
2. Mama autorki to Aleksandra Osiniak z domu Chłodnicka(1844-1928), żona Wincentego Chłodnickiego.
3. Proboszczem w Głogowie był wówczas(w latach 1859 do 1866) ks.Ludwik Praszałowicz (1824-1897).
4. Wincenty Chłodnicki (1834-1923) pierwszy i długoletni poczmistrz w Głogowie Małopolskim.